Spotkanie po 21 latach…


W sobotę 19-lipca-2008 roku, po dwudziestu jeden latach od ukończenia podstawówki, klasa „C” 1979-1981 z Bartoszyckiej „Jedynki” zorganizowała w klubie „Obsesja” w Bartoszycach spotkanie po latach.
Jako jeden z uczniów tej klasy miałem przyjemność być na spotkaniu. Wrażenia jakie pozostawiło po sobie w mojej pamięci są niemożliwe do opisania. Szczerze powiedziawszy obawiałem się, że nie będziemy mieli sobie nic do powiedzenia. W każdym razie niewiele. W końcu nie widzeliśmy się tyle lat. Rozstaliśmy się jeszcze jako dzieci. Cóż moglibyśmy sobie powiedzieć? Czy jeszcze będziemy potrafili ze sobą rozmawiać? A może usiądziemy, wymienimy kilka grzecznościowych zdań i zamilkniemy, a później rozejdziemy się do domów z dziwnym niesmakiem? Jak bardzo się myliłem…
Na umówione miejsce przybyłem pół godziny wcześniej. Zawsze to lepiej być pierwszym i czekać na pozostałych. Daje to pewien komfort psychiczny powolnego dostosowywawania się do nowej sytuacji. To ludzie przychodzą do mnie a nie ja do nich. Dość długo czekałem na pierwszą osobę. Była nią Ania. Przywitała się po przyjacielsku, uścisnęliśmy się i od razu zaczęliśmy rozmowę. Właściwie nie oczuwałem żadnego stresu, choć Ani nie widziałem conajmniej „naście” lat. Rozmawialiśmy jak starzy kumple, którzy nie widzieli się przez ostatni miesiąc. Po kilku minutach dobiła do nas Ewa. Sytuacja się powtórzyła. Kolejny był Grzesiek a później Asia i Iwonka. Za każdym razem było tak samo. Przyjacielski uścisk i swobodna rozmowa. Jeśli miałem w tym momencie jakikolwiek stres. To już go nie pamiętam.
Weszliśmy wszyscy do zarezerwowanej wcześniej „loży vipów” i zaczęła się impreza. Dołączyli do nas jeszcze Krzyś (Sycio), Wejciech (Łysy). Na chwilę zaszczycili nas Marek i Beata.
Nikt nie policzył flaszek, które „pękły” tej nocy. Wydaje mi się, że było ich conajmniej 9 w tym wiekszość 0,75. Nikt z nas się jednak nie spił w trupa i nie odpadł. Wszyscy zadziwiajaco sie kontrolowali robiac sobie przerwy gdy poczuli sie zbyt mocno pijani. Trochę wspominaliśmy podstawówkę ale chyba większość rozmów dotyczyła czasów obecnych. Mnóstwo było żartów i kretyńskich rozmów bez sensu, które prowadził oczywiście W.C. Miały taki sam „wysoki poziom” jak za dawnych lat.
O 4.00 zamknięto knajpę a nas grzecznie poproszono o wyjście. Ania zaproponowała byśmy poszli do jej baru. I tak nie warto już było iść spać. Tam spędziliśmy kolejną godzinkę lub więcej. W końcu postanowiliśmy jednak zebrać się do domów. Było już po szóstej rano. Na piechotę odprowadziliśmy wszystkie dziewczyny a sami (Ja, Wojciech i Grześ) wsadziliśmy tyłki do taksówki, która zawiozła nas do domu.
Nie słyszałem, żeby następnego dnia ktoś z nas miał kaca. A energia poimprezowa trzyma nas w pewnym sensie do tej pory.