Do urlopu znów 16dni…


Równiutko rok temu pisałem na podobny temat. Nie wiem czemu ale przed samym wyjazdem mniej entuzjastycznie podchodzę do urlopu…Rok temu miałem inaczej.  Może boję się o pogodę, która na tym wypadzie jest bardziej ważna niż zwykle? A może dlatego, że męczy mnie żona ciągłymi pytaniami czy po drodze będzie prysznic? Albo kibelki? Jak kurwa kibelki w dżungli? A może i są…Nie wiem.  Nie wiem czemu dla miliona osób, które pływają kajakami to nie problem a dla mojej żony tak…Może milion osób się myli, może to jakieś dzikusy i debile są? Chwila minęła, humor mi się poprawił i już mi odeszło…nie mogę się doczekać. Trochę mnie martwi dymanie codzienne ogromnego materaca pożyczonego od Małego ale czym jest to zmartwienie w porównaniu z problemami Białej? Kropla w morzu, mała planetka na końcu wszechświata. Dzizas, chcę już płynąć i mieć wszystko w dupie. Nie chcę już widzieć zjebanego migającego kursora i słyszeć dźwięku zatwierdzanego dokumentu…tidiidii…tidiidi…Aaaa, jeszcze z ciekawostek… Będzie to pierwszy wypad bez aparatu. Tzn jakąś małpkę pewnie wezmę…Czyli nie było tematu…Jednak będzie aparat…Ech…Mały testuje worki przeciwpowodziowe, ja już czynię zakupy wypadowe, Pirat pewnie montuje turystyczną radiostację…A do urlopu jeszcze 16 dni…