Zima…


Niniejszym sezon zimowy uważam za rozpoczęty. Wczorajszego wieczora Gosia wysłała mnie w delegację do śmietnika w celu pozbycia się zupełnie niepotrzebnego zapasu odpadków. Zazwyczaj nie przygotowuję się specjalnie do takich wypadów jakoś szczególnie. Wkładam na tyłek dres, wzuwam kapcie i wychodzę. Nie zakładam nawet kurtki uznając za pewnik iż nawet silny mróz nie powinien mnie zabić przez te kilkadziesiąt sekund jakie zajmuje mi droga do śmietnika i z powrotem. Ostatnie dni były tak ciepłe, że zapomniałem zupełnie o zbliżającej się nieubłaganie zimie. Zaskoczenie było całkowite. Zaraz po otworzeniu drzwi od klatki schodowej w pierś uderzyła mnie fala mroźnego powietrza. Nie było wiatru ale zimę czuć było wyraźnie. Zmarzłem zanim wróciłem do klatki. Dziś rano za oknem krajobraz pokryty był szronem. Dlatego należy uznać iż zima się rozpoczyna. Lato było wzorcowe, jesień też. Myślę, że z zimą nie będzie inaczej. Oczekuję mrozów na poziomie minimum -15 stopni i duuużo śniegu 🙂